„Jezus wszedł na górę i przywołał do siebie tych, których sam chciał, a oni przyszli do Niego. I ustanowił Dwunastu, aby Mu towarzyszyli, by mógł wysyłać ich na głoszenie nauki i by mieli władzę wypędzać złe duchy.” (Mk 3:13-15)
Jezus jest łucznikiem, ja strzałą. Żebym poleciał daleko, muszę pozwolić Mu wziąć mnie w swoje ręce, włożyć w łuk i naciągnąć cięciwę (auu, to może zaboleć…). Strzała przy Jego twarzy, czująca bicie serca Boga i dopiero wtedy mogę pofrunąć! Prosto do celu.
Jezus najpierw mnie przywołuje, a potem wysyła. Najpierw do Niego przychodzę, słucham Go i poznaję, a potem dopiero mogę brać się za opowiadanie innym o Bogu. Bez doświadczenia Jego miłości, bez poznania kim jest Jezus, głoszę jedynie suchą teologiczną teorię, pozbawioną życia i pasji. A ludzie nie potrzebują nudnych nauczycieli, tylko pełnych pasji świadków, którzy będą mówić konkretnie, życiowo i z doświadczenia. A wtedy będą trafiać – jak strzała do celu – z ewangelią do serca drugiego człowieka.