W Królestwie zamiast zazdrości i współzawodnictwa, jest wsparcie i zachęta. Nie ma strachu, że mnie ktoś przegoni i przewyższy, jest za to radość, że ktoś obok kwitnie i owocuje. W Królestwie nie liczy się moje, tylko nasze. Nie ja robiący coś dla Jezusa, ale On czyniący coś przez nas.
Dlatego mogę śmiało rozdawać komplementy, zachętę i dobre słowo – bez strachu, że czyjeś powodzenie obniży moją wartość. Nie muszę czychać na to aż się komuś noga powinie, nie muszę brać udziału w powszechnym wyścigu szczurów, który wśród wierzących przybiera dyskretną formę słodziutko-obłudnego pseudochrześcijaństwa. Nie muszę błąkać się w poszukiwaniu poklasku i docenienia – pośród nerwowych „allelujów” i „chwałów Panu”, gdy w środku aż krzyczy niepewność i strach, że ktoś mnie przegoni…
Przecież mam tożsamość w Bogu. Jestem synem.
Jestem wolny.
Niestety tożsamość zbudowana na poczuciu „chrześcijańskiego” sukcesu, a nie na synostwie kończy się rozczarowaniem. Bóg chce mieć dzieci wolne od strachu, frustracji, grzechu i siebie samych. Chce mieć dzieci wolne do czynienia Jego woli – w pasji, radości i spełnieniu. Wystarczy tylko pójść z Jezusem na 100% i wyrzec się siebie. Jesteś gotowy?

You might also like

Premiera książki
Read more
Michał Nikodem o „Co wypełnia Lukę”.
Read more
Rekomendacja Marcina Zielińskiego
Read more