zbawienie

Największy ze śmieciarzy. Odważył się na niezwykłą misję oczyszczania świata. Wszystkie ścieki ludzkości, cały nasz wstydliwy ogrom potępienia wziął na Siebie. I zapłacił za to największą cenę: przelewając Swoją świętą krew. To nie był wywóz śmieci, ale mozolny pochód pośród hańby i poniżenia. Odpady świata zawisły na Nim do tego stopnia, że sam stał się Odpadem. Przebaczenie win było największą dezynfekcją w historii.
Wszystko po to, by zaprosić nas do życia wolnego od brudu grzechu. „Bym był nieskalany przed Jego obliczem.”
Dziękuję, że nie oszczędziłeś samego siebie. Że tak hojnie otworzyłeś Swoje Niebo. 

Mają przerąbane. Jak owca, moneta i syn marnotrawny z Łk 15. W ciemnościach, zgubieni i zagubieni. Sytuacja mocno podbramkowa. Prawie beznadziejna. I dlatego pojawił się On. Przyszedł, aby ocalić to, co zgubione. Zawalczył całym sobą ryzykując wszystko, nawet swoje życie. Warto było szukać, ratować i wyczekiwać zgubionego. Jezus nie przyszedł do przekonanych o swojej wypasionej moralności, którzy ozdabiają buźki makijażem samousprawiedliwienia. On przychodzi do tych, którzy wiedzą, że sami sobie nie potrafią pomóc.
 „Syn Człowieczy przyszedł szukać i zbawić to, co zginęło”. (Łk 19:10)
Zachwyca mnie oszalałe z miłości serce Zbawiciela. Kocha i nie kalkuluje. Ponosi najwyższy, niewyobrażalny koszt – choćby tylko dla jednej osoby. Dla ciebie i mnie.