wolność

„Poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli” (J 8:32)
Jezus objawia mi prawdę o Sobie. Ale też i o mnie. Doświadczenie Jego obecności pełnej mocy, miłości i świętości sprawia, że moje życie nie może pozostać takie samo. To nie strach przed karą czy poczucie religijnego obowiązku – raczej rozpalone Jego dobrocią serce każe wołać o świętość w mojej codzienności. Prawda, którą jest On sam, przemienia mnie na Jego obraz. Prawda nie tylko objawia mój grzech – nie ku potępieniu, tylko ku nawróceniu – ale również myśli i plany Boga wobec mnie. Kiedy trzymam Go za rękę, to wiem, że nie zbłądzę. On, Prawda jedyna, prawdziwie kocha mnie.
Mają przerąbane. Jak owca, moneta i syn marnotrawny z Łk 15. W ciemnościach, zgubieni i zagubieni. Sytuacja mocno podbramkowa. Prawie beznadziejna. I dlatego pojawił się On. Przyszedł, aby ocalić to, co zgubione. Zawalczył całym sobą ryzykując wszystko, nawet swoje życie. Warto było szukać, ratować i wyczekiwać zgubionego. Jezus nie przyszedł do przekonanych o swojej wypasionej moralności, którzy ozdabiają buźki makijażem samousprawiedliwienia. On przychodzi do tych, którzy wiedzą, że sami sobie nie potrafią pomóc.
 „Syn Człowieczy przyszedł szukać i zbawić to, co zginęło”. (Łk 19:10)
Zachwyca mnie oszalałe z miłości serce Zbawiciela. Kocha i nie kalkuluje. Ponosi najwyższy, niewyobrażalny koszt – choćby tylko dla jednej osoby. Dla ciebie i mnie.