syn

Kiedy Jezus niósł krzyż myślał o tobie i o mnie. Świetnie sobie zdawał sprawę, że ty i ja sami o własnych siłach nie będziemy w stanie się zbawić. To dla ciebie i dla mnie była każda sekunda męki. To dla ciebie i dla mnie każda kropla krwi, którą przelał. To dla ciebie i dla mnie Jego śmierć – abyśmy byli wolni od grzechu. I wolni do nowego życia. W Duchu Świętym, który tak obficie został nam dany. Żeby już nie żyć w strachu, potępieniu, niedowartościowaniu i niepewności. Żeby nie zmagać się z poczuciem ciągłej niewystarczalności. Właśnie dzięki Jezusowi przychodzę śmiało przed tron Ojca w niebie. Nie jako niewolnik, ale jako syn. To On założył mi pierścień na rękę. To On dał mi nową czystą szatę. To On jest godzien chwały!
Każdego dnia.
Wypowiadam te słowa każdego dnia.
Patrząc prosto w jego mądre, ciekawe świata oczy.
Trzymając jego małe, kochane dłonie.
To zaszczyt, że mogę błogosławić mojego syna.
Poraża mnie zaufanie Boga do mnie. Że tak bardzo na mnie liczy, że tak wiele mi przekazał, że mogę na Niego wskazywać mojemu synowi. To niesłychany przywilej. Dlatego synu mój:

Niech cię Pan błogosławi i strzeże
Niech Pan rozpromieni oblicze swe nad tobą
I niech cię obdarzy swą łaską
Niech zwróci ku tobie oblicze swoje
I niech cię obdarzy pokojem.

Okrywam go tymi słowami jak ochronnym kocem. Odchodzi na szkolny dziedziniec z ich echem w serDuchu. Jest błogosławiony. Jest wyjątkowy. Jest wspaniały. Uda mu się wszystko. Zwycięży. Wierzę w niego tak mocno.

Mój syn, moja chwała!