Miesiąc: Wrzesień 2017

Kolana

By Łukasz Nauman
Uczę się od Jezusa jak być odpowiedzialny za rodzinę. I jest takie miejsce, gdzie wychodzi mi to najlepiej – na kolanach. 
Kiedy modlę się za nich codziennie. Kiedy skruszony przepraszam syna, że byłem za ostry. Kiedy córcia siedzi mi na plecach, a ja łażę na czworakach udając konia. Gdy masuję żonie zmęczone stopy. Gdy zakładam dziecku buty i szepczę mu: „Kocham cię.” Gdy schylam się pod łóżko, żeby uratować zagubiony klocek lego. 
Kolana. Bez nich nie da się prowadzić. 

Pomóż mi, Boże służyć po królewsku i królować jako sługa. Wtedy wszystko hula jak trzeba.
Zajęcia z gimnastyki. Moja czteroletnia córcia Wiktoria z przejęciem wykonuje wszystkie podskoki, skłony i przewroty w przód. Po każdym ćwiczeniu od razu zerka w moją stronę. Sprawdza czy patrzę. Czy jestem. Czy wierzę w nią. 
Jestem. Patrzę. Wierzę. Całym sercem!
I dociera nagle do mojej łysej głowy (czy raczej do łysego serca), że ja mam tak samo z Panem Bogiem. Potrzebuję Jego wzroku na sobie. Potrzebuję potwierdzenia, że jest dobrze, że daję radę. Że On jest ze mnie zadowolony. Potrzebuję czuć, że mi kibicuje, że trzyma za mnie kciuki. Że mój Bóg Ojciec stoi za mną i jest ze mnie dumny. Potrzebuję tego tak bardzo. Wtedy wszystko przejdę. Jak kombajn wszystko skoszę. 

Bylebyś tylko był, Tato. Bylebyś tylko patrzył na mnie, Abba. Wtedy jestem bezpieczny. Wtedy mogę wszystko. Bylebyś tylko był…


Zawsze coś siejesz. Świadomie czy nieświadomie. Wszystkie Twoje słowa i czyny przyniosą jakiś owoc. Pytanie brzmi: jaki?

Komu lub czemu poddane są twoje usta? Czy okolicznościom? Czy opinii innych ludzi? Czy starym nawykom? Czy emocjom i nastrojom? To są trudne pytania, ale warto je sobie zadawać. 
I jeszcze jedno. Ktoś w ciebie też coś zasiewa. Przez słowa i obrazy. Czego słuchasz? Na co patrzysz? Czym karmisz swoją duszę? To twoje życie i w dużej mierze to ty decydujesz, co będzie na ciebie wpływać.

Zaczął się kolejny dzień twojego wyjątkowego życia. Chroń dziś gleby swojego serca, ale niech przyjmuje ziarna mądrości i wiary. Zasiewaj najlepsze, ale nie rzucaj pereł przed wieprze. Przyjmuj i dawaj – byle mądrze!

Słyszałem kiedyś dowcip o facecie, który pędził co sił, żeby zdarzyć na pociąg. 
-„Do Poznania z którego peronu?”
Jakiś miły dobrodziej doradza: 
-„Z trzeciego, szybko, może jeszcze Pan zdąży!”
Kilka minut później:
-„I co, nie udało się złapać?”
-„Złapałem! Ale mi się wyrwał!”
Najważniejsze to, żeby zdążyć na ten pociąg. Inaczej wszystko bez sensu. Poranny make-up, prasowanie koszuli, suszenie włosów, żeglowanie fryzurki, kawa, pakowanie torby, etc. Te wszystkie niesłychanie ważne czynności wymiękają przy jednej: złapaniu pociągu. Rozkład nie zna pojęcia „miłosierdzie.” Więc dobrze ustaw priorytety. Żeby na koniec życia nie zwiał Ci pociąg zbawienia. Bo wtedy wszystkie tzw. „kluczowe sprawy” nie będą mieć znaczenia. Bo tylko to się liczy, żeby pojechać dalej. Nie chcę potem stać na peronie i oglądać czterech literek pociągu, na który nie zdążyłem, bo za długo żelowałem włosy. (gdybym miał ich choć trochę …;)
Najważniejsze najpierw. Tak celuj, żebyś wygrał. Żebyś przeszedł do następnego etapu. Żeby tu na ziemi nie było „game over.” Żebyś nie zgrzytał zębami na peronie życia żałując, gdy będzie za późno. 

Bilet na pociąg do Nieba jest za darmo, pierwsza klasa z miejscówką. Więc nie wahaj się i wsiadaj, to będzie wspaniała podróż!


Młody stracił dwie górne jedynki. Nie wyglada to zbyt chwalebnie. A i komunikaty stały się nieco szeleszczące. Ale ta strata jest konieczna. Żeby zrobić miejsce stałym. Na razie maleńkim, niepozornym. 
a)
Może i Ty coś tracisz/straciłeś. Może czujesz się ogołocony. Może wyglądasz mało chwalebnie i szeleścisz. Spokojnie. Może to tylko przejściowa faza? Może ten brak to nie ujma tylko szansa? Wierzę, że nadchodzą lepsze dni. Nie ma co tęsknić za mleczakami. Nie spoglądaj za siebie. Skup się na stałych, to twoja przyszła chluba, choć teraz mało okazała. 
b)
Te klika dekad danych ci z góry jako „życie” to tylko mleczaki. Prawdziwe życie dopiero nadejdzie.  Tracąc „życie” (mleczaki) nie martwię się. Wierzę, że po nich wyrosną stałe (życie wieczne). Więc może jest ze mnie godny pożałowania szczerbulec, ale i tak jestem w swym braku do przodu.