Miesiąc: Listopad 2016

„Dawid, czemu pakujesz jeszcze jabłko do plecaka, już schowałem ci banana.” – pytam syna zdziwiony. „Wezmę dwa, może jakieś dziecko nie będzie miało dziś w szkole owocu, to się podzielę.”

Dotknięty dobrocią synka uświadamiam sobie głębię tego prostego podejścia. Toż to ewangelia jak sto pięćdziesiąt. Masz więcej, to podziel się z innymi. „Kto ma dwie suknie niech jedną odda temu, co nie ma” (Łk 3:11) – woła Jan Chrzciciel. Więc kiedy Adwent i wyczekujemy przyjścia Pana, warto przeszukać swoją szafę. Ile z tego, co tam naładowane jest mi tak naprawdę potrzebne? A potem już tylko rozejrzyj się, a znajdziesz człowieka. Prosta, dziecięca gotowość może sprawić cud. Zbudź się, moje serce!

Te nasze akuratne zegarki
Co czas usilnie jak grosz każdy liczą
Uśmiechem lekkim obdarzasz.
Ty, co czas w kieszonce srebrnej nosisz
Masz go zawsze pod ręką. 
Ty bez początku i bez końca
My między datami dwoma zamknięci.
Ty źródło i strumień masz
My butelkę i kropelki policzone.
A jednak przychodzisz na podwórko ludzkości
Król nieskończony – cieleśnie skończony.
I gębę Ci przyprawią zaraz
I ręce gniewem Ci przebiją.
A Ty i tak przychodzisz 
Po uszy zakochany w każdym Iksińskim.
ŁN, 28.11.2016

Urodziłeś się w konkretnym celu. Masz unikalne DNA, szczególny wygląd i niepowtarzalny charakter. Nie chrzań więc, że jesteś gorszy od innych. Skąd pomysł na porównywanie się? Nikt nigdy nie będzie taki, jak ty i właśnie to jest twoje bogactwo. W twojej oryginalności widać odciski palców samego Stwórcy. Niepowtarzalność  zamierzona. Ale też nie urodziłeś się, by wpadać w samozachwyt. Doceniając w zdrowy sposób swoją unikalność odkryj i pokochaj swoją misję: świecić! Niech inni widząc twe światło i dobre czyny chwalą Ojca w niebie. Wtedy będziesz szczęśliwy – jak puzzelek na swoim miejscu.
Pocieszam się, że im brzydsze kaczątko, tym piękniejszy łabędź. Im trudniejsze wyłażenie z kokonu, tym wspanialszy motyl. Świat chce gotowego motylka i dojrzałego łabędzia – bez tej trudnej i niechlubnej fazy poprzedzającej. Chcemy chwały bez walki. Muskułów bez ćwiczeń. Super figury bez diety. Chcemy obfitego żniwa, bez siania we łzach. Kto nam wmówił, że w życiu coś jest za darmo? No, a łaska? Tak! Łaska jest za darmo. Ale nie była tania…Kosztowała Boga wszystko. Miłość pracuje, miłość poświęca siły, czas, pieniądze, pasję. Miłość nie bierze, tylko daje swoje 100%. Ale żaden trud nie jest daremny. Więc nie poddawaj się i nie rezygnuj. Weź nadzieję do ręki i uśmiech jak tarczę. Wygrasz w końcu.
Bardzo bolesny jest ten dystans pomiędzy tym, jak jest, a jak być powinno. Pomiędzy codzienną rzeczywistością, a obietnicami Boga. Pomiędzy cierpieniem a ulgą. Między Wielkim Piątkiem a Niedzielą zmartwychwstania.
Jednym pomostem jest zaufanie. Wiem, komu zaufałem. Znam Dawcę obietnicy. Wiem, że jest dobry i wierny. On się nie spóźnia, choć jest już tak późno. On odpowiada, choć teraz jest cisza. On nie opuszcza, choć teraz czuję się osamotniony. On nie zapomina, choć mam czasem wrażenie, że mojego imienia brak na Jego liście. Skoro zaniósł krzyż na Golgotę, to i mnie poniesie. Czekam na Niego, jak na zbawienie. Czekam na odpowiedź, która zaplątała się w drodze z Nieba. Czekam na cud, bo cudowny jest Mój Król.
Listopadowa szaro-burość to ważny i cenny tester dla mojego serducha. Czy dostosuję się do jaśnie(?) nam panujących okoliczności, dołączę do chóru jękliwego zrzędzenia i zanurzę się w atmosferze szarości czy może…. dorzucę więcej drewna do kominka mojej duszy i pozwolę, by Ogień Życia rozpalił we mnie pasję, radość i wdzięczność – pomimo wszystko. Wiara to nie kwestia usposobienia, tylko decyzji, radość to nie uczucie, tylko postawa, pogoda ducha to nie warunki atmosferyczne tylko pewność, że wiem, kim jestem i kto mnie kocha. Nie ja mam być silny, ale On we mnie. Moje kilka marnych rybek i chlebków w Jego rękach stanie się cudem! Dam Mu wszystko, co mam i będę czekać w ufnej nadziei. On jest łaskawy i współczujący – nie zostawi mnie, ale rozświetli mój mrok Swoją obecnością! Ufam Ci, Boże!

Jest takie powiedzenie w języku angielskim: „When the going gets tough, the tough get going” co w wolnym tłumaczeniu oznacza: „Poważne kłopoty uaktywniają prawdziwych twardzieli.” 
Proszę, nie poddawaj się. Potraktuj to morze wyzwań jako szansę na rozwój najszlachetniejszych cnót. To, że przechodzisz teraz przez piekło, nie znaczy, że będzie tak zawsze. Wystarczy ci paliwa z Nieba. Tylko nie przestawaj o nie prosić. Myślę, że aniołowie w niebie nie tylko nam kibicują, ale też podziwiają naszą pełną ufności determinację. One widzą rzeczywistość duchową bardzo wyraźnie, poruszają się w niej nieustannie. My zaś musimy iść „przez wiarę”. Jesteś bohaterem nie dlatego, że wszystko ci się udaje, ale dlatego, że walczysz i ufasz. A wiara to nie uczucie czy atmosfera. To postawa serca, które nigdy się nie poddaje.


„Wika jest o wiele spokojniejsza, kiedy jesteś w domu” stwierdziła moja dzielna żonka, która przez 9 dni musiała radzić sobie sama z naszą trójeczką. Bezgranicznie wdzięczny za to, że zwycięsko przeszła ten trud, wysłuchałem jej genialnej konstatacji: „Obecność ojca daje poczucie bezpieczeństwa.” Dokładnie! Tata Niebieski uwalnia nasze serducha od wszelkich lęków. Jego bliskość sprawia, że zaczynamy funkcjonować zupełnie inaczej. Przestaje nam zależeć na ludzkich zaszczytach, znika chora ambicja oraz to ciągle, dręczące nienasycenie. Więc uspokój swą duszę jak niemowlę i czerp ze źródła akceptacji i miłości. Im więcej zaczerpniesz, tym więcej rozdasz.
Jego Obecność nadaje wszystkiemu smaku i sensu. To, co z boku wydaje się pozornie nieistotną aktywnością, nabiera ogromnego znaczenia, jeśli jest robione z Nim i w Nim. Wielkie rzeczy bez Niego są efektowną, ale pustą wydmuszką. Drobiazgi zaś urastają wręcz do miana symboli. Nieważne jaką pracę wykonujesz – wykonuj ją jak dla Króla i z szacunkiem do ludzi. To dopiero modlitwa uwielbienia – bez strun. 😉