Rok: 2016

Szalom!

By Łukasz Nauman
Różne rzeczy roszczą sobie prawo do tego, by rządzić w moim sercu. Ale najważniejsze, by rządził nim pokój (szalom) Chrystusowy. Każdy z nas jest do niego wezwany. Apostoł pisze, że w „jednym ciele” (w kościele). Oznacza to, że nie jestem jednoosobową wyspą odizolowaną od innych, którzy nie podzielają moich poglądów. Zostałem zaproszony do współtworzenia czegoś razem, do wyjścia poza mój własny ogródek. Szalom uwolni mnie z mojej prywatnej jednoosobowej sekty i zaprosi do Ciała Chrystusa. Pomoże mi nie wierzgać kopytami, gdy coś nie idzie po mojej myśli. Da mi zdolność przyznania, że być może się mylę, że może to mój brat ma rację. Szalom uwolni od strachu i niskiego poczucia wartości. Zamieni chęć niezdrowego konkurowania z innymi na chęć służenia im. Szalom przebije szpilką mój balonik z nadęciem i gniewem. Smutną, religijną sztywność zamieni na frajdę z podążania za Jezusem. Szalom zburzy mur wrogości i otworzy mi oczy na piękno jedności. Właśnie dlatego – niech w moim sercu rządzi pokój Chrystusowy!

Nie lubię, gdy ktoś mówi „półtorej tygodnia”. Podobnie bolesne jest dla mnie „wziąść”, „wyłanczać” i inne kwiatuszki. Ale kiedy to słyszę nie reaguję zjadliwą złością, napuszoną wyższością czy chamską pogardą. I mam takie małe życzenie noworoczne. Żeby w szeroko pojętej cyberprzestrzeni mniej było napuszonych małych ludzi nie tylko głęboko przekonanych o swojej jedynosłusznej racji, ale też gorliwie pouczających innych. Bez przerwy udowadniających jak bardzo „lepiej wiedzą”. A gdyby całą tę gorliwość zamienić w pracę nad sobą, samorozwój, w walkę nie z ludźmi, ale o ludzi. A gdyby tak się czasem zamknąć i wątpliwą mądrość udowodnić czynami. Szkoda czasu na prostowanie innych, lepiej zmieniać siebie. Można spokojnie obyć się bez tego apologetycznego rozwolnienia. Język pouczania innych, oskarżania braci i sióstr w Chrystusie jest jak zapach z toalety: każdy go rozpozna i nie ma w nim nic godnego zapamiętania.

Dlatego wszelkie przejawy chamskiego poniżania innych pod moimi postami będą przeze mnie skrzętnie usuwane. 
Być w rodzinie oznacza kochać, nie nienawidzić. Podnosić innych, a nie poniżać. Starać się zrozumieć, a nie przypisywać złe intencje. Zło jest prymitywne i nadęte, dobro wymaga pracy i uniżenia. Wybierajmy dobro!

Pan Bóg byłby słabym uczniem św.Mikołaja. Zamiast obdarzać niegodziwców rózgami zasypuje ich prezentami łaski, dobroci i przebaczenia. W opinii wielu w ogóle nie zna się ten nasz stary Ojciec bidulek na sprawiedliwości. Jakiś taki nieżyciowy. Grzechów nie lubi liczyć, a wyznane strasznie szybko zapomina. I jest okropnie naiwny, ciagle czeka na te swoje dzieci. Ewidentnie przegina z tym Swoim miłosierdziem. A gdzie odpłata za grzechy? A, czekaj zapomniałem o Jezusie. To On jest naszą sprawiedliwością, przebaczeniem, nowym życiem i nowym przymierzem. Bogu dzięki za Jezusa! W innym wypadku wcale by się nam nie u-piekło. Zaproszenie wiecznie aktualne. Drzwi do Nieba otwarte. Wchodzą tylko skruszeni – ci, którzy odważyli się uznać swój grzech i przyjąć przebaczenie. Zbawienie za darmo? Taki prezent przebija wszystkie!
Cała masa świątecznych życzeń zalewa nasze skrzynki emailowe i smsowe. Słyszymy mnóstwo dobrych słów. Nawet naprędce wystrzelone „Zdrówka, szczęścia, pomyślności” – choćby i bezmyślne to i tak wywołują uśmiech. Bo jest taki deficyt serdeczności, że każdy jej przejaw jest oazą na pustyni złorzeczenia. A gdyby tak wpleść ten świąteczny obyczaj w naszą szarą codzienność. A gdyby tak zmienić ton z narzekającego na pełen życzliwości i nadziei? Zamiast przeklinać warto błogosławić (czyli dobrze życzyć). Słowa mają ogromną moc stwórczą! Ty i ja stworzeni na obraz i podobieństwo Boga możemy dobrym słowem wpływać na rzeczywistość i tworzyć przez to zupełnie inną atmosferę. Dołączysz się? Wystarczy dziś podjąć decyzję. A tylko decyzje zmieniają życie. 

Ten ostatni przedwigilijny wieczór często daje wielu mocno w kość. Wiadomo, trzeba wszystko przygotować, czasu mało, stresu wiele. Cichymi bohaterkami są mamy, których kuchenna ofiarność jest traktowana jako coś oczywistego. I zawsze ta sama presja i zawsze to samo postanowienie, że już się nie będę tak zabijać, że przecież chodzi o Jezusa, nie o tę całą otoczkę. Niestety, co roku otoczka zamienia się w „otokę” albo nawet wielgachne otoczysko…
W założonym przez Ulfa Ekmana kościele Słowo Życia temat adwentu brzmiał „Julen är Jesus” czyli „Boże Narodzenie to Jezus”. Wszystko inne się nie liczy. Tylko On. Jego obecność w betlejemskim cudzie. I choć wszędobylska „otoka” – zapewne z kompleksów – rości sobie prawa bycia gwiazdą tych dni (nie betlejemską) to my pójdźmy do Betlejem i pochylmy się przed Nim.

Panie Jezu, Jubilacie kochany! Życzymy Ci spełnienia marzeń! Niech się Twoje imię w naszych sercach święci.
Wszechpotężny wiekuisty Bóg nie ma problemu z tym, żeby stać się maleńką dzidzią strzelającą kupy w pieluszki. Maryja i Józef niejedną nockę zarwali, gdy namaszczony Król i Zbawca zmagał się z kolką lub płakał, że chce „am am” z piersi mamusi. Prawdziwa wielkość nie boi się uniżenia, schylenia i ograniczenia swojej wygody dla dobra sprawy. Nie boi się utraty tytułu, pozycji, władzy. Ponieważ prawdziwa wielkość nie zależy od uznania ludzi i ich opinii. Wielkim się jest na podobieństwo Boże, gdy to, co słabe, małe i niedoskonałe się otacza szacunkiem i dobrocią. Gonitwa za zaszczytami to nie tylko ślepa uliczka, ale jakiś smutny wyraz chorego, niedojrzałego podejścia do życia. Szukajmy Tego, który będąc najwyżej, najbardziej się uniżył. Wsłuchujmy się w Jego marzenia, szukajmy jego dróg i znaków. A wtedy nie zbłądzimy. I drugiego człowieka precz nie odrzucimy. Bo nie będzie konkurencją w walce o rację, ale szansą, by okazać miłość i usłużyć.
Słowo pisane jest o wiele łatwiejsze niż słowo przeżywane. Słowo to wspaniały początek, ale nie można na nim poprzestawać. Ono wspaniale inspiruje, ale jeszcze lepiej, gdy w nas pracuje. Ziarno nie nakarmi, ale owoc już tak. Droga od ziarna do owocu wydaje się czasem taka długa i trudna. Dlatego nie każdy chce ją przebyć. Jednak to jedyna droga – naturalna, zamierzona przez Stwórcę dla ciebie i mnie. Nie ma nic złego w byciu dzieckiem. Ale to tylko etap. Jesteśmy powołani do dojrzałości w Chrystusie. Będę się cieszyć każdym czasem i każde doświadczenie docenię jako kolejny krok w wędrówce po mądrość.